…a chciałem z kilkanaście chyba dni temu.
„Damę z łasiczką” (czy jak kto woli „Damę z gronostajem” – obraz Leonarda da Vinci), bo o tę Damę mi chodzi, oglądałem już jakiś czas temu, jeszcze w krakowskim muzeum, u Czartoryskich. Dobrych parę lat temu, gdy moja pasja Leonardem pikowała niewyobrażalnie w górę (do tego stopnia, że specjalnie, aby obejrzeć wybrane obrazy mistrza z Florencji, wybrałem się do Sankt Petersburga i Londynu, by tam śledzić z bliska pociągnięcia pędzla, zastygłe od stuleci).
Niedawna więc wieść w mediach o tym, że trwają dyskusje, deliberacje, czy ten najcenniejszy obraz w polskich zbiorach ponownie można wypożyczyć na długie zagraniczne tournee, sprawiła, że mówię sobie: to trza jeszcze Damę pożegnać przed europejską włóczęgą! Ba! W Warszawie nawet można ją obejrzeć, nie trzeba do Krakowa jechać, bo jest wystawiona w Zamku Królewskim! A pracując w stolicy mówię: no nie ma bata, idę do Damy. Całe dnie w pracy, trza kontakt ze Sztuką, Damą znaczy się. Przed jej podróżą. Bo decyzja już była, gorąca, że właśnie postanowiono, że jednak Dama może jechać do Niemiec i Hiszpanii chyba i wróci za miesięcy parę. To muszę Damę pożegnać, to już postanowione.
Gugluję więc, świeżo po przeczytaniu newsa w necie, że Dama jednak wyjedzie i szukam kontaktu do Zamku Królewskiego. Jest. Kontakt > Kasa biletowa > telefony i faks > mail nawet. Dzwonię. W sprawie Damy.
Ja: Dzień dobry.
Kasa Zamku Królewskiego: Dzień dobry.
Ja: Chciałem Damę Leonarda obejrzeć jeszcze. W jakich godzinach można i czy w ogóle miejsca są? Ile to kosztuje? Się rezerwuje?
Kasa: (smutna): Ale… Damy już u nas nie ma… proszę pana.
Ja: (wielce zdziwiony, zresztą, nie muszę chyba Wam opisywać mojej reakcji) Jak to? Nie ma? jak nie ma?
Kasa: No już od jakiegoś czasu..
Ja: Aha (powiązałem w głowie szybko fakty, że pewnie jak deliberowali, czy ma opuścić Polskę, to zabrali ją na badania) już nie można? nie ma w ogóle?
Kasa: No nie, niestety.
Ja: Hmmm wielka szkoda. Rozumiem, chodzi o tą wyprawę, że ma jechać za granicę.
Kasa (smutnym głosem): Tak, no właśnie. Właśnie czekamy tu wszyscy na decyzję, czy Dama pojedzie…
Ja: (zdziwiony) No tak, to informuję, że niestety pojedzie. Jest decyzja sprzed chwili, że Dama wyjeżdża.. Nie słyszeli Państwo?
Kasa (jeszcze bardziej zdziwiona): Tak?! Poważnie? Jest już taka decyzja?
Ja (przynoszący hiobowe wieści): No niestety, właśnie przed chwilą poinformowano. Dlatego dzwonię, że może jeszcze Damę pożegnam przed wyprawą.
Kasa: Jaka szkoda. No trudno. Przekażę więc dalej tą wiadomość! Ale wie Pan, Dama u nas była taaak długo… Już do nas nie wróci.
Ja: Rozumiem, dziękuję. No widzi Pani, myślałem że jeszcze zdążę, no ale dziękuję!
Tym sposobem poinformowałem muzeum, że „to se ne wrati”.
A mnie przyjdzie czekać na powitanie Damy, ale w Krakowie.
P.S. Dodam, że to sytuacja autentyczna, która mi się przydarzyła. Ot, spisałem. A czy “się” to nie wiem…