pogadanka.pl

no bój się bloga!

o blogu

bloguje jarek rybus, pasjonat netu, pr, filmu, wlasciciel www.unipublica.com i producent filmu BLOGERSI - www.blogersi.com.pl

Social media zgadywanka…

July 13th, 2011

Coraz to nowe serwisy „social media” zagadują nas i zachęcają, abyśmy coś skrobnęli, podzielili się z innymi na pulpicie, wallu, ścianie, strumieniu etc. Służą do tego zachęty, hasła, oto one – zebrane przeze mnie spośród kilku nie tylko w polskim necie serwisów – a zatem dla odprężenia i samosprawdzenia spróbujcie odgadnąć, jakie to serwisy stoją za tymi hasłami :-) UWAGA – naturalnie teraz, bez ściągania, z pamięci, z dedukcji (co to za serwisy):

A „daj znać, co nowego…” -
B „o czym teraz myślisz?” -
C „napisz, co teraz robisz:” -
D „share an update” -
E „nad czym pracujesz?” -
F „what`s happening?” -
G „co chodzi Ci po głowie?” -

Do dzieła!

P.S. A może macie swoje typy, jak taka „zachęcajka” powinna brzmieć? ;)

Na pamiątkę męczeńskiej śmierci w Pruszkowie VI stację Męki Pańskiej ufundowała Rodzina.
Stacja VI – Weronika ociera twarz Jezusa.

Na pamiątkę męczeńskiej śmierci w Oświęcimiu VII stację ufundowała Żona i Matka”.
Stacja VII – Jezus upada po raz drugi.

Żył lat 21, oddał swe życie Ojczyźnie na Powiślu. Ku uczczeniu jego męczeńskiej śmierci stację VIII funduje Matka.
Stacja VIII – Jezus pociesza płaczące niewiasty.

IX stację Męki Pańskiej funduje Żona i Teściowa.”
Stacja IX – Jezus upada po raz trzeci.

To dedykowane stacje Drogi Krzyżowej w jednym z kościołów na warszawskiej Pradze.
Stacja I, stacja II, stacja III i następna. Mają swoich fundatorów.
Tabliczki informujące o fundatorze wmurowane są pod płaskorzeźbą i najlepiej są widoczne, gdy światło wpada na nie NIE skąpo przez okrągłe witraże, lecz bogato przez strzeliste szklane słupy. Wtedy, idąc powoli, i nie spuszczając tabliczki z oczu, widzisz, jak światło wydobywa litery, wycina je niczym precyzyjny laser, łącząc je w powtarzające się jak echo wyrazy: „funduje”, „męczeńskiej”, „żona”, „matka”, „rodzina”.

Te biblijne sceny ufundowały ku pamięci swoich bliskich rodziny. Wierni więc, w czasie Drogi Krzyżowej, w tym przestronnym i wysokim kościele, przesuwając się w skupieniu i zgodnie ze wskazówkami zegara, klękają przy stacjach w podwójnym wymownym wymiarze, choćby nieświadomie. Pochylają wtedy głowę również przed tymi, którzy wyryci z imienia i nazwiska, gdzie zginęli i kiedy.

Powąchać, dotknąć, usłyszeć!
Wieczorem wybrałem się do EMPIKu na Nowym Świecie, aby spotkać się z książką, książkami, papierami. Takie nagłe oderwanie. Lewitowanie. Między regałami i piętrami, przesuwanie i czytanie, oglądanie i macanie. Dotykanie. Cisza nawet, lekko muza i gadanie przez głośniki. Za oknem rozbawiony i kawiarniany Nowy Świat. Taxi and bus only. A w Empiku przesuwanie, doglądanie, przewracanie. Szelest kartek. Odkładanie. Kolorowe dla dzieci, zapisane dla dorosłych. Literatura obca i swojska. Znana i nieznana, odświeżana i premierowa. Równiutko. Co poziom to rząd. Więc dalej przesuwanie, między regałami lewitowanie. Obserwowanie. To widziałem, to znałem, o, to nawet czytałem, a tu młoda Amerykanka rzuciła karierę prawniczą i poświęciła się rodzinie, książki pisze. 9,90 zł za sztukę. No to dalej, odwracanie i doglądanie, Top 10, wypunktowane, dobrze podane. Przeglądanie. Cen studiowanie, fabuły świdrowanie.
Wtem. Szum! Zamieszanie. Tłum! Nastolatki. Bum! Wpadają jak mole wypłoszone między regały. Dolatują, bardzo energicznie, do wysokich regałów, książki wyciągają, oceniają, gadają, jak wygłodniałe, bez litości. Jak nic, to nie udawane!
Patrzę, cóż to za regał, co za dział? „Literatura młodzieżowa”. No pasi! Dziewcząt z dziesięć blisko, są i chłopcy. No patrzę, nie wierzę. Bo natarczywość, ten – widać naturalny – głód książki, co ożywił się na widok kolorowych, wystawionych równiutko brzegów tomów, naprawdę rzucił ich impetem w tą ścianę literatury.
Wyjmują, oglądają, wymieniają, gadają, ba! krzyczą! Biegają. Poruszenie niesamowite. A Biebera nie widzę. Trwa to nie chwilę. Minut długich parę. A potem – kasa! A więc jednak, to się dzieje! Kupują, to mają, tego nie mają, tego im brakuje. Debatują.  Z kilkanaście lat mają.
„Może nie jest tak źle?” – myślę sobie.

…a chciałem z kilkanaście chyba dni temu.

„Damę z łasiczką” (czy jak kto woli „Damę z gronostajem” – obraz Leonarda da Vinci), bo o tę Damę mi chodzi, oglądałem już jakiś czas temu, jeszcze w krakowskim muzeum, u Czartoryskich. Dobrych parę lat temu, gdy moja pasja Leonardem pikowała niewyobrażalnie w górę (do tego stopnia, że specjalnie, aby obejrzeć wybrane obrazy mistrza z Florencji, wybrałem się do Sankt Petersburga i Londynu, by tam śledzić z bliska pociągnięcia pędzla, zastygłe od stuleci).

Niedawna więc wieść w mediach o tym, że trwają dyskusje, deliberacje, czy ten najcenniejszy obraz w polskich zbiorach ponownie można wypożyczyć na długie zagraniczne tournee, sprawiła, że mówię sobie: to trza jeszcze Damę pożegnać przed europejską włóczęgą! Ba! W Warszawie nawet można ją obejrzeć, nie trzeba do Krakowa jechać, bo jest wystawiona w Zamku Królewskim! A pracując w stolicy mówię: no nie ma bata, idę do Damy. Całe dnie w pracy, trza kontakt ze Sztuką, Damą znaczy się. Przed jej podróżą. Bo decyzja już była, gorąca, że właśnie postanowiono, że jednak Dama może jechać do Niemiec i Hiszpanii chyba i wróci za miesięcy parę. To muszę Damę pożegnać, to już postanowione.

Gugluję więc, świeżo po przeczytaniu newsa w necie, że Dama jednak wyjedzie i szukam kontaktu do Zamku Królewskiego. Jest. Kontakt > Kasa biletowa > telefony i faks > mail nawet. Dzwonię. W sprawie Damy.

Ja: Dzień dobry.
Kasa Zamku Królewskiego: Dzień dobry.
Ja: Chciałem Damę Leonarda obejrzeć jeszcze. W jakich godzinach można i czy w ogóle miejsca są? Ile to kosztuje? Się rezerwuje?
Kasa: (smutna): Ale… Damy już u nas nie ma… proszę pana.
Ja: (wielce zdziwiony, zresztą, nie muszę chyba Wam opisywać mojej reakcji) Jak to? Nie ma? jak nie ma?
Kasa: No już od jakiegoś czasu..
Ja: Aha (powiązałem w głowie szybko fakty, że pewnie jak deliberowali, czy ma opuścić Polskę, to zabrali ją na badania) już nie można? nie ma w ogóle?
Kasa: No nie, niestety.
Ja: Hmmm wielka szkoda. Rozumiem, chodzi o tą wyprawę, że ma jechać za granicę.
Kasa (smutnym głosem): Tak, no właśnie. Właśnie czekamy tu wszyscy na decyzję, czy Dama pojedzie…
Ja: (zdziwiony) No tak, to informuję, że niestety pojedzie. Jest decyzja sprzed chwili, że Dama wyjeżdża.. Nie słyszeli Państwo?
Kasa (jeszcze bardziej zdziwiona): Tak?! Poważnie? Jest już taka decyzja?
Ja (przynoszący hiobowe wieści): No niestety, właśnie przed chwilą poinformowano. Dlatego dzwonię, że może jeszcze Damę pożegnam przed wyprawą.
Kasa: Jaka szkoda. No trudno. Przekażę więc dalej tą wiadomość! Ale wie Pan, Dama u nas była taaak długo… Już do nas nie wróci.
Ja: Rozumiem, dziękuję. No widzi Pani, myślałem że jeszcze zdążę, no ale dziękuję!

Tym sposobem poinformowałem muzeum, że „to se ne wrati”.
A mnie przyjdzie czekać na powitanie Damy, ale w Krakowie.

P.S. Dodam, że to sytuacja autentyczna, która mi się przydarzyła. Ot, spisałem. A czy “się” to nie wiem… ;)

audio roentgen…

March 17th, 2011

udzieliłem kolejnego wywiadu nt. powstającego filmu „Blogersi”. Tym razem jednak autor wywiadu – Zbyszek Brzeziński - poszedł po bandzie i pytał mnie niemal o wszystko…. i trzeba przyznać, przygotował się do wywiadu solidnie! Zresztą posłuchajcie sami - wywiad audio (czas: około 11 minut). A siedzieliśmy w zabytkowym Pałacyku Zielińskiego… Pozdrowienia dla Radioblog.pl

http://radioblog.pl/2011/03/o-blogersach-gadu-gadu-lechu-walesie-i-kielcach-pogadanka-z-jaroslawem-rybusem/